Miesięczne Archiwa: Marzec 2013

Dziękuję

..bo, po pierwsze, to wielka ulga, że w ogóle jesteś.

To fantastyczne uczucie zauważyć na własne oczy, że jednak Ci zależy, że jednak się interesujesz, że jednak się przejmujesz. Tak, własnie takiego przyjaciela zawsze chciałam mieć.
Z drugiej strony to też jest okazja dla mnie, żeby spojrzeć po raz kolejny na siebie. Świetną przyjaciółką to ja nie jestem, prawdopodobnie dlatego, że jeszcze nie umiem, że zatruwają mnie stare urazy, że nie chcę niektórych spraw przebaczać, że mam tajemnice, że się boję..

Jesteś dla mnie ogromnie ważny, wartościowy, godny zaufania, niezastąpiony, niepowtarzalny.

Czuję się akceptowana, potrzebna, zauważona przez Ciebie. Mimo że fizyczny kontakt mamy nieco utrudniony, to emocjonalny odczuwam o wiele intensywniej.

Tak, bywam złośliwa, zazdrosna, męcząca, wystraszona, zniechęcona, zmęczona,zagniewana..jednak dziś w ten sposób chcę Ci podziękować za Twoją obecność. Za to, że wytrzymałeś i dalej to robisz. Za to, że się nie zniechęcasz i czasami mnie wspierasz.

Nie, to nie będzie post w stylu: „Ty jesteś super, a ja ta opuszczona, zła”. Absolutnie nie! Znam swoją wartość, wymagam szacunku, troski, zainteresowania, a z drugiej strony chcę się zobowiązać do tego samego, bo jesteśmy sobie równi, o czym wciąż jeszcze zapominam. ..;-)

Przyjaźń to naprawdę fantastyczna sprawa ale jeśli kiedykolwiek usłyszę od kogoś, że to proste, łatwe i możliwe do szybkiego zbudowania..to uśmiechem nie pogardzę:-)  Dla mnie to było, i czasami wciąż jest, jak cholerna przeprawa na skraju życia w górskim potoku w górę do źródła. Momentami nazywałam to koszmarem, zarzekałam się, że to zakończę, płakałam z bezsilności i niezrozumienia..jednak to miało swój sens.

Relacje to nie gotowanie obiadu – złowienie rybki, usmażenie i gotowe ułożenie na talerzu. Rybę trzeba na nowo łowić, ciągle próbować smażyć, czasami na czymś innym niż same komplementy lub oszustwa, i ciągle delektować się efektami naszej wspólnej pracy. Tak – PRACY – bo to kontakt z żywym człowiekiem, żywym organizmem, którym nie mogę szastać, jak tylko mi się podoba. Egoizm po prostu muszę odstawić na bok, bo ta praca wymaga ode mnie poświęcenia czasu, wysiłku, siebie samej.

Dobrze się z tym czuję, jestem zadowolona. Może się zdarzyć i tak, że za tydzień efektem tej pracy okaże się kłótnia, zerwanie kontaktu, obraza. Tu przytoczę moje ulubione stwierdzenie: „Planuj działania, a nie efekty”. Ważne jest to, że oboje nad tym jakoś pracujemy, nawet gdy się kłócimy, bo to sprawia, że nasza przyjaźń żyje i rusza się, czasami aż zbyt gwałtownie.. :-) Efektów ja przewidzieć nie jestem w stanie..może to i dobrze, bo dzięki temu zyskujemy czasami niespodziankę w postaci takiej, jak dzisiaj.

\ Michał, dziękuję!

Coś jest na rzeczy..

..tylko dobre pytanie: CO?!!

Dziś rano już wstałam zmęczona, jakaś przybita. Niby wszystko jest w porządku, niby wszystko w miarę się układa..ale jednak coś jest na rzeczy. Może to nadchodzące święta?

Ogromnie mnie ucieszył dzisiejszy telefon od przyjaciela..Tak jakby wiedział, że własnie tego potrzebowałam – pogadać z kimś.

Od rana trzymała mnie w swych ramionach irytacja, która z biegiem dnia zmieniała się w złość, wściekłość, aż osłabienie i bezsilność. Tak, przeważnie gdy gromadziłam w sobie złość, wściekłość to ostatecznie czułam się osłabiona. No tak.. tyle wysiłku włożyć, aby schować te emocje… to niby jak miałabym się czuć? Rześko ? :-)

Atmosfera w mojej pracy jest łudząco podobna  do atmosfery w moim domu alkoholowym w dzieciństwie. Tak, zalewa mnie złość, kiedy pomyślę, że te dzieciaki prawdopodobnie będą przechodzić podobne sytuacje, jak ja..

Ciągle zalewa mnie złość..i nie wiem jak sobie z nią poradzić. Czuję się bezsilna, boję się nawet wszczynać jakiekolwiek dyskusje, kłótnie, bo jestem po prostu nieprzyjemna i przesadzam.

Na ulicy, w stosunku do ludzi, stałam się agresywna. W szkole również stałam się bardziej lekceważąca, obojętna.

Pozytywy? Hmm, zauważyłam zmianę np. w dzisiejszej rozmowie z ojcem. Od razu powiedziałam, jak bardzo dużo złości mam do niego, za to, że nie poszanował mojej rzeczy prywatnej.. i miałam wrażenie, że jeszcze jedno zdanie i rozpłaczę się..

Z powodu złości chce mi się płakać?? Coś mi tu nie pasuje!

W czym jestem podobna do rodziców?

Podobieństwa do mamy ->

-udaję bohatera, który poradzi sobie ze wszystkim

- biorę dużo na głowę

- nie proszę o pomoc

- zawsze udaję, że wszystko jest w porządku

- udaję, że do nikogo nigdy nie mam urazy, złości

- uzależniam się od mężczyzn

- traktuję mężczyzn jak potwory

- mam zmienne nastroje, od przygnębienia do nadmiernej ekscytacji

- uważam, że to i tak ja powinnam o wszystko zadbać, zaplanować

- manipulacja innymi poprzez moje humory

- egoizm

- pracowitość

- wiara w Boga

- podejście z miłością do innych, altruizm

- samodzielność, zaradność

- pomysłowość

- odwaga

 

Podobieństwa do ojca->

- z trudem szanuję kobiety

- zachowuję się czasami zbyt konsekwentnie, stanowczo wobec dzieci

- udaję chłodną, zamkniętą, skromną

- perfekcjionizm

- uzależnienie

- mam problem konsekwentnie podchodzić do siebie samej

- mam problem z akceptacją siebie

- bycie w centrum uwagi, zabieganie o to

- wymądrzanie się, radzenie innym,

- koniecznie muszę znać się na wszystkim

- lekceważenie potrzeb, zachcianek innych

- egoizm

- dokładność

- majsterkowanie, zaradność, kombinowanie

- umiejętność planowania

- kształtowanie ambicji

- chęć do nauki

- umiejętność załatwiania spraw w urzędach, instytucjach

- samodzielność

Świadomość

Jak się czuje człowiek, który uświadamia sobie, że ma tyle wspólnego z kilkunastoma milionami innych osób, mających uzależnionego rodzica od środków chemicznych?

Na pewno czuje ulgę, wsparcie, lekkość, wolność, akceptację, bezinteresowność, swoją wartość, otwartość, radość.

Co otrzymałam w zamian za odgrywane role w domu?

Bohater ->Pochwały od rodziców za dojrzałe zachowanie, satysfakcję za bycie bliżej dorosłości niż moi rówieśnicy, poczucie posiadania władzy nad domownikami, poczucie bycia lepszą i zaradniejszą, wiara we własne możliwości i umiejętności, poczucie radzenia sobie w każdej trudnej lub beznadziejnej sytuacji, samozadowolenie.

Zagubione dziecko -> Dostawałam mnóstwo czasu na naukę i swoje zajęcia z tym związane, mogłam omijać awantury w swoim pokoju, mogłam zdobywać wiedzę, mogłam interesować się sobą spędzając czas tylko ze sobą,

Jaką cenę zapłaciłam przyjmując tą rolę w rodzinie?

Bohater->za duże poczucie odpowiedzialności, osamotnienie, ciągłe zmęczenie, nieumiejętność odpoczynku i zabawy, brak dzieciństwa, brak imprez w okresie młodzieńczym, skłonność do zamartwiania się na przyszłość, skłonności do kontrolowania życia, perfekcjonizm, skłonność do zabiegania o czyjąś akceptację lub miłość

Zagubione dziecko ->samotność, brak znajomych i przyjaciół, trudność i nieumiejętność nawiązywania lub utrzymywania relacji, trudność w stawianiu granic, nieumiejętność poukładania swoich potrzeb, celów, nieumiejętność proszenia o pomoc, nieumiejętność i niechęć pracy w grupie, lęk przed wystąpieniami publicznymi, brak wiary w bezinteresowne zaakceptowanie mnie, brak wyczucia zachowania w danych sytuacjach, brak wiary w ludzką bezinteresowność, ich przebaczanie,

Dzień złości

Czy aby tylko dzień? Mam poczucie, że kilka ostatnich dni otwierało we mnie to okienko „złości”.

Praca, którą wykonuję tutaj na blogu, może stwarzać pozory łatwości, jednak dla mnie dochodzenie do pewnych wniosków jest bardzo trudne. Podczas gdy nad tym pracuję, jeszcze nie odczuwam emocji związanych z danym „odkryciem” :-) Najintensywniej jest jakiś czas po tym. Do głosu dobijają się te prawdziwe, skrywane emocje.

 

Płonie we mnie wielka złość, nienawiść, uraza, gniew, wściekłość, co przeradza się w agresję. Dzisiaj na mitingu dałam temu upust, oczywiście tylko częściowy…co za dużo, to niezdrowo.. ;-)

Przeważnie złość zamykam w sobie, czuję wtedy zmęczenie, osłabienie, bierność, niechęć..mam poczucie, że niepotrzebnie się złoszczę, bo przecież cała ta sytuacja niedługo minie, a za jakiś czas pojawi się znów, wiec po co? W takim uśpieniu jestem podczas złości. Przykrywam ją czasami uczuciami przykrości, smutku.. Często mówię znajomym:”Nie, ja wcale nie jestem zła; po prostu jest mi przykro”.. Bzdura! Rozsadza mnie ze złości!!

Teraz zresztą też..nawet z błahych powodów.. i czuję zmęczenie, ale to prawdziwe..:-)

Jakim kosztem?

Odgrywanie przyjętej roli  w rodzinie alkoholowej ma też swoją cenę. Przyjmując sztuczną rolę, zatracam własne ‚Ja’.

Jak się czułam odgrywając tą rolę?

Czułam się ważna, akceptowana, potrzebna. Czułam się bezwartościowa, wykorzystywana, lekceważona, zauważana tylko w potrzebie, traktowana jako koło ratunkowe. Miałam poczucie, że jestem dojrzała, dorosła, ważniejsza i silniejsza od mamy. Poczucie ogromnej odpowiedzialności powodowało napięcie, podniecenie, ekscytację, odwagę. Czułam jednak, że wsiąkłam w rodzinę, jej problemy, że jest to mój jedyny cel w życiu – naprawić rodzinę. Nie miałam czasu na swoje spotkania, relaks, odpoczynek, oderwanie się.

Co odczuwałam będąc Bohaterem rodzinnym/ Zagubionym dzieckiem?

Jako bohater rodzinny czułam zmęczenie, ociężałość, fizyczny i psychiczny ból, osamotnienie, niezrozumienie, konieczną i przyspieszoną dojrzałość. Odczuwałam ogromny lęk, odpowiedzialność, poczucie winy, strach, przerażenie, bezsilność, sprzeczność między bezsilnością a wymaganiem odpowiedzialności.

Jako zagubione dziecko przeżywałam wstyd, zażenowanie, wątpliwości, bezsilność, złość, przygnębienie, lęk, frustrację. Nie mogłam uwierzyć, jak to możliwe, że nie daję rady lub czuję brak sił , podczas gdy dostałam tyle zadań i odpowiedzialności od moich rodziców za rodzinę. Skoro mnie takimi obarczyli, to musi oznaczać, że powinnam dawać sobie z tym radę. W innym wypadku pomogliby mi przecież..Czułam złość i wstręt do siebie samej, że to ja jestem powodem niepowodzeń, bo nie potrafię tego udźwignąć.

Co odczuwałam w związku z rolami pozostałych członków rodziny?

Do mamy – kozła ofiarnego -> czułam odrzucenie, lekceważenie, pogardę, złość, wściekłość, niedowierzanie w jej słabość, agresję, wyższość.

Do ojca – zagubionego dziecka -> złość, pogarda, niesmak, niedowierzanie, cierpliwość, spokój, pobłażanie, obojętność, brak wyciągania konsekwencji, duża wyrozumiałość, bezsilność

Do brata – maskotki -> złość, zazdrość, smutek, zaborczość o względy rodziców, wściekłość, złośliwość, zawziętość, smutek, niesprawiedliwość – kozła ofiarnego ->zazdrość, złość, bezsilność, cierpliwość, wyrozumiałość, smutek, niepokój, współczucie, opiekuńczość, odpowiedzialność, troska

Czy potrafię powiązać specyficzne problemy moich stosunków z bratem, z rolami które odgrywaliśmy?

Mówiąc szczerze, to nie byłam tego świadoma wcześniej. Teraz zauważam, że praktycznie wszystkie wymienione wyżej uczucia żywię obecnie do brata. Ciągle martwię się o niego i czuję złość oraz bezsilność, gdy ma problemy. W takiej sytuacji aż  garnę się do pomocy mu, wyręczania go wręcz w tych czynnościach. Kieruję się współczuciem i zrozumieniem, że on jest jeszcze młody, niedojrzały. A jest tylko o 2 lata młodszy!

Kiedy jednak on jest w centrum uwagi, zachowuje się niedojrzale, bawi się, imprezuje to czuję zazdrość, złość, smutek i chęć zabiegania o względy rodziców. W takich momentach kieruję się zawziętością, złośliwością – udaję, że nie mam dla niego czasu, jestem zajęta, robię mu na złość.

Czy żywię do brata urazy, których źródłem były odgrywane w naszej rodzinie role?

Tak, i też nie zdawałam sobie z tego sprawy. Praktycznie wszystkie urazy, które mam odnośnie brata, wywodzą się właśnie z naszych ról. Czuję do niego złość, zazdrość za to, że jego ominęła cała ta ogromna odpowiedzialność, poczucie winy, wstyd, zażenowanie, złość, które spotkały mnie. Zazdroszczę mu i jestem zła na niego, za to, że moi rodzice byli tacy słabi i mnie wepchnęli w rolę bohatera, a jego schowali do „ciepłego łóżeczka”, żeby tego wszystkiego nie widział.

Od zawsze zarzucam mamie, że kocha go bardziej, a do niego czułam przez to złość, zazdrość, odrzucenie i pogardę. Nigdy nie chciałam z nim spędzać czasu na imprezach, wyjazdach, bo przewidywałam, że wszyscy będą go ustawiać w takiej roli jak w domu. Uznałam, że skoro mama go tak chroniła, a dla  mnie dała taką odpowiedzialność, tzn. że jego kocha bardziej.

Czułam złość, irytację, lęk, odrzucenie wstręt do brata, gdy dostawał to, co chciał. Gdy wymagał i dostawał. Czułam złość, zazdrość, bezsilność, frustrację, gdy dostawał pomoc, bez proszenia a ja nie.  Czułam wściekłość, niesprawiedliwość, złość, pogardę, gdy przemocą wyrywał mi to, czego chciał a rodzice na to nie reagowali wcale. Czułam bezsilność, wściekłość, osamotnienie, zawziętość, złośliwość, pogardę, nienawiść, gdy nie spotykała go kara ani konsekwencje w zamian za złe zachowanie, zniszczenie moich rzeczy, zabieranie bez pytania. Czułam do niego złość, wściekłość, zazdrość, pogardę, poniżenie, gdy skarżyłam się rodzicom na jego zachowanie a oni nie reagowali lub lekceważyli to.

Czuję złość, wściekłość, zazdrość, bezsilność, nienawiść, gdy obecnie zachowuje się niedojrzale, dziecinnie, nie ponosi konsekwencji, wszystko uchodzi mu płazem, część spraw przychodzi mu lekką ręką…

Role w rodzinie

OjciecZagubione dziecko – niedostępny, emocjonalne zamknięty, bierny, egoista, albo pijany albo siedzący w poczuciu winy. Jako trzeźwy – super tatuś – perfekcjonista, ułożony, pomocny, zadbany

MatkaKozioł ofiarny – zawsze smutna, przygnębiona, przerażona, bez sił, zamknięta, zapłakana, nieszczęśliwa, bezsilna, bezradna - Bohater rodzinny – zawsze wszystko chciała zrobić sama, brała na siebie odpowiedzialność za ojca, kuzynów, żyła sprawami swoich rodziców, rodzeństwa, nigdy nie prosiła o pomoc, szybko się obrażała, ciężko było ją przeprosić, egoistyczna

JaBohater rodzinny – zawsze zaradna, samodzielna, odpowiedzialna, dojrzała. Umiałam sobie poradzić ze swoimi problemami, szkołą, zadbać o młodszego brata i pomóc mu w jego problemach, zadbać o bezpieczeństwo pijanego ojca i całej rodziny, pocieszycielka mamy, motywator do działania dla całej rodziny, scalająca całą rodzinę, wymagająca wspólnie spędzanego czasu, rozmów, najlepszy mediator w rodzinie, umiałam rozmawiać i słuchać ojca, matki, brata. Duża odpowiedzialność za całą rodzinę i poczucie winy w razie niepowodzeń. – Zagubione dziecko – w samotności zagubiona, zamknięta, bez wiary w siebie, brak pewności siebie, brak motywacji, przygnębienie, niezrozumienie, osamotniona, pragnąca bliskości, wsparcia

BratKozioł ofiarny - zawsze miał z czymś problem, potrzebował wsparcia, pomocy, zawsze coś tam mu nie wychodziło, egoistyczny – Maskotka – młodszy braciszek, chłopczyk, oczko w głowie mamy, w ciągłym zainteresowaniu, umiał manipulować jej uczuciami, umiał wymagać bez skrupułów,

Kiedy każde z nas spełniało swoją specyficzną rolę w rodzinie?

Powrót pijanego ojca do domu, który zatacza się jakoś do kuchni. Nastawia w tym czasie kilka urządzeń typu czajnik, kuchenkę itp. Mama zapłakana chowa „malutkiego” 10letniego braciszka do łóżka, aby nie widział tej sceny. Ona sama chowa się w kąt pokoju, na kanapie pod kocem, zapłakana, biedna, znosząca takie katusze w domu. Ja wystraszona, przerażona, jestem przekonywana i wypychana do kuchni, do ojca, aby sprawdzić co wyczynia. Ja, bohater, czuję na sobie ogromną odpowiedzialność za rodzinę, przerażenie przed tym, że mogę być nielojalna. Mam wrażenie, że czuję już poczucie winy, na wypadek gdyby coś się stało. W wielkim strachu idę do kuchni, patrząc co on robi, uspokajając go, wyłączając wszystko i przekonując, aby szedł spać. On krzyczy, wygląda obrzydliwie, nie mam ochoty go nawet dotykać ale muszę – dla dobra całej rodziny. On jak dzieciak, siedzi przy stole, przeklina, narzeka, czasami szlocha nawet, rzuca talerzami, przewraca kubki. Nie zwraca uwagi na moje granice, na mnie, na nic. Po wszystkim mama opowiada jaki to on właśnie jest straszny, jak ona ma dobrze, że my jesteśmy z nią i we 3 damy sobie jakoś radę przeżyć..Gdy my go przeklinamy, karci nas, bo to przecież ojciec i trzeba go szanować..

Zaprzeczenia – ograniczenia i korzyści

Ograniczenia

Korzyści

- mam trudności z przyznaniem się do błędu 

- zaprzeczałam swoim chorym mechanizmom schematom

- udawałam, że moje związki, moi mężczyźni byli zawsze w porządku mnie

- nie chciałam zauważyć, że ktoś zachowuje się nie fair, nieodpowiednio wobec mnie

- nie zauważałam braku szacunku, wykorzystywania mnie

- często kłamałam, bo nie umiałam się przyznać lub bałam się np. do trudnych warunków w domu, lub do swoich cech charakteru

- czasami w relacjach lub w szkole zachowywałam się na ślepo, bo nie byłam pewna co powinnam umieć, jak powinnam się zachować

- odczuwałam lęk, niepokój, niepewność, złość, smutek, osamotnienie, przygnębienie,

- np. poznawanie nowych osób, wprowadzenie mnie w nowe środowisko, nowa szkoła, nowy związek, nowa przyjaźń, nauka w szkole, pomoc innym,

- nie wiedziałam, czego oczekują ode mnie inni

- nie umiałam odnaleźć granicy między tym, kiedy pomagam a kiedy już jestem wykorzystywana

 

- dzięki temu chwytałam się nowych pomysłów, zadań 

- znajdywałam nowe możliwości pomocy, rozmowy, odmawiania

- uczyłam się i przeżywałam rozstania,

- uczyłam się odmawiać, zachowywać asertywnie

- wybierałam nowych, innych znajomych, szukałam nowych miejsc, aby kogoś poznać

- kształtowałam swoją odwagę

- zaprzeczając swoim problemom, próbowałam z całych sił je pokonać

- nigdy się nie poddawałam, bo wiedziałam, że muszę jakoś podołać

- mimo chwil, w których było mi ciężko, odczuwałam energię do działania

- dość często zmieniałam pracę, otoczenie, szkołę, zainteresowania

- czułam siłę, energię, motywację, zainteresowanie, pobudzenie, napięcie, stres, odwagę, zadowolenie, satysfakcję, zadowolenie z siebie, wiarę w siebie,

-np. poznawanie nowych osób, nowe miejsca, rozwiązywanie problemów

- stawiałam sobie wyżej poprzeczkę, aby zamiast kierować się rozwiązywaniem obecnych problemów, znaleźć coś ambitniejszego, na wyższym szczeblu, co wiązało się z jeszcze większymi trudnościami, ale i większą satysfakcją i wiarą w siebie

- bardzo mocno się angażowałam w nowe sprawy

Utrata kontroli – ograniczenia i korzyści

Ograniczenia

Korzyści

- przeżywam strach, gdy zdaje sobie sprawę, że nie kontroluję np. ludzi

- wpadam w panikę, gdy w domu nie ma porządku, gdy nic nie leży na swoim miejscu

- denerwuję się, gdy ktoś reaguje inaczej, niż ja założyłam

- złoszczę się, smucę, gdy ludzie postępują inaczej, niż chciałabym ja

- chętnie pomagam innym, ale tylko gdy oni robią to, co ja zaplanowałam

- boję się zmieniać swoje plany, bo czuję zagrożenie

- denerwuję się, gdy dostaję niespodziewany telefon, niespodziewane zaproszenie,

- wpadam w panikę, złośc, strach, gdy mam niespodziewanego gościa

- boję się niespodzianek, bo od razu zakładam, że gdy ja o czymś nie wiem, to stanie się coś złego

- dzieci pilnuję aż zanadto, bo czuję strach, ze może im się coś stać

- pragnę kontrolować swój dzień, sprawy na okrągło, przez cały dzień, tydzień, miesiąc, a gdy coś się sypie, to odczuwam złość

- czuję się najbezpieczniej, gdy realizuję jakieś plany rozłożone w czasie, bo wiem, że jest to ułożony dzień

- nie miałam spontanicznych wyjazdów przez ten strach

- nie imprezowałam z tego powodu

- np. utrata kontroli pod wpływem alkoholu, używek, w trakcie kłótni, bałaganu, szybkiego pakowania się, nagłego remontu, niespodziewanej przeprowadzki, niespodziewanej wizyty, nagłej choroby, wypadku, zmiany planu w szkole, zmiana rodzaju rozmowy z kimś, zmiana planów co do imprezy, rodzaju wyjścia ze znajomymi,

- zawsze miałam odrobione lekcje, byłam przygotowana do zajęć w szkole

- miałam zaplanowane dni, więc nadążałam z nauką, nie przeciążałam się przesadnym uczeniem w nocy

- miałam dobre oceny w szkole, dzięki swojej dokładności

- nie popadłam w nałogi typu alkohol, narkotyki

- chowałam się przed nieopanowanymi ludźmi, dzięki czemu nigdy nie wpakowałam się w żadne poważniejsze awantury, bójki

- nauczyciele, znajomi, pracodawcy chwalili mnie za dokładność, planową pracę, ułożoną osobowość

- moje wyjazdy były zawsze zaplanowane, dzięki czemu rzadko czegoś zapominałam

- przed każdą imprezą znajdowałam sobie nocleg lub organizowałam powrót do domu, co oszczędzało mi kłopotów oraz okazji do nieszczęscia

- miałam ułozone dni, więc zdązyłam się wyspać i odpocząć

- dzieciom pod moją opieką nigdy nic się nie stało, ja czułam się bezpiecznie, pewnie a rodzice byli zadowoleni z mojej opiekuńczości

- nauczyłam się zawsze oczekiwać nieoczekiwanego gościa i być na to przygotowaną

- planowałam pracę, posiłki, dzięki czemu odżywiałam się zdrowo i byłam pewna, że zdążę wykonać daną pracę

- podczas wyjazdów zapisywałam ewentualnie potrzebne adresy, telefony,

- porządki nauczyłam się wykonywać w miarę systematycznie, w sposób ułożony, aby nie przemęczać się w jeden dzień

- np. zaplanowane imprezy, wycieczki, dzień pracy, dzień wypełniony wizytami u lekarzy, ćwiczeniami i pracą, porządki,

 

Zdolność przetrwania

1. Często czuję się jak bojownik, który przetrwał – na myśl, że musiałabym przechodzi drugi raz to samo, mam ochotę strzelić sobie w głowę. Nie mam absolutnie pojęcia jak, ja dziecko, przetrwałam w takiej rodzinie, w takim zamieszaniu, chaosie, nerwach.. Czy czuję się jak bojownik? Raczej nie. Bardziej czuję się jak żołnierz po długotrwałej wojnie, zmęczony, bezsilny, zły, zrozpaczony zobaczywszy obraz po wojnie. Momentami przebija się również uczucie beznadziei, zniechęcenia, bierności, obojętności.

2. Mam wrażenie, że po przeżyciu dzieciństwa, dam sobie radę ze wszystkim – od pewnego czasu jest to mój motywator do działania:-)…jednak nie sądzę tak. Myślę właśnie przeciwnie, że ta cała walka w dzieciństwie wykończyła mnie dostatecznie, pozbawiła mnie wiary w siebie.

3. W moim domu wróg był w domu – nigdzie nie czuję się bezpiecznie, bo nawet w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi – moim domu – wróg był pod ręką. Nie miałam gdzie pójść, nie miałam gdzie wracać. Często wracałam do domu w wielkim poczuciu beznadziei, zniechęceniu, rozpaczy, niepewności i strachu. Przyrzekałam sobie wiele razy, że to już ostatni raz, że więcej nie wrócę, ucieknę..

4. Przetrwanie dała mi moja niezależność – chciałam jak najmniej im pomagać, jak najmniej spędzać czasu razem, jak najrzadziej rozmawiać..Wolałam być sama w pokoju, w domu, przy posiłkach, przy nauce, na wyjazdach..Wszędzie próbowałam się od nich odcinać, jeśli nie potrafiłam fizycznie, to emocjonalnie.

5. Nauczyłam się na nikim nie polegać -bo niby po co? W domu nie miałam absolutnie żadnych korzyści z tego. Moje problemy, stany, emocje były lekceważone, niewysłuchiwane. Moje prośby również nie był brane pod uwagę. Nie polegając na nich miałam przynajmniej pewność, że znów nie spotka mnie rozczarowanie.