Miesięczne Archiwa: Kwiecień 2013

Wybuchowa mieszanka

Połączenie obecnych uczuć z emocjami z przeszłości łatwe nie jest. Sądziłam nawet, że dam radę to jakoś kontrolować. Dopiero teraz widzę jak bardzo się łudziłam.
Ostatni okres mojego życia należy do ogromnie mnie wykańczających…pisanie pracy licencjackiej, pracowanie, nauka, kłótnie rodziców, pisanie Kroku 4, rozstanie z facetem i do tego wszystkiego terapia DDA. Do tego całego mojego worka dochodzą uczucia z przeszłości, a szczególnie złość..
Złość.. to jest dopiero potęga!

- Jak się Pani czuje tutaj ze mną, kobietą?

- Słabo. Czuję się małą dziewczynką…15-letnią.
Jak mam się czuć inaczej, skoro każdy przejaw mojej kobiecości, dorastania był wyśmiewany, podważany, zawstydzany, minimalizowany. Moje początki kobiecości były zmiażdżone juz w samym zarodku..jak więc miało się cokolwiek z tego wykluć? Czuję z tego powodu wstyd i złość do samej siebie. Złość, między innymi z powodu wstydu ale też ze względu na to, że mam przekonanie z domu, że kobiecość jest zła i prowadzi do złego.
Ta właśnie złość, ta potęga o której wspomniałam, jest jak sztylet wymierzony w mój własny brzuch. I ja mówię, że nie mam myśli samobójczych? Popełniam to samobójstwo za każdym razem, gdy energię ze złości wpakowuję w siebie. Dźgam siebie różnymi sztyletami – nadmierną pracą, jedzeniem, wysiłkiem, nauką, perfekcjonizmem..Po co? Bo nienawidzę siebie.

Naprawimy to.

Chociaż tak łatwy proces to nie jest.. Powiedzieć a to przeżyć to dwie różne sprawy. Motywację do działania mam już od dawna. Uczciwość też coraz częściej mi towarzyszy. Nie jest idealnie. Nie będzie :-)

Przeżywam wiele sytuacji z dzieciństwa obecnie. Czuję mega ogromne zmęczenie! Mam poczucie, że moja doba trwa 4h :-P

Swój cały dzień staram się podzielić na pracę na programie 12 Kroków i 12 Tradycji, na modlitwę, na mitingi, na szkołę, na aktywność fizyczną, kontakt z ludźmi i sen. Mam wrażenie, że ktoś mnie goni..bo czuję jak każdy dzień jest wypełniony po brzegi. Jeszcze nie tak dawno miałam mnóstwo czasu na marnowanie go przed komputerem. Teraz? Hmm.. :-P No nie do końca. Nie powiem, że jakoś tęsknię za tym.

Mam poczucie, że problemy obecnego życia i problemy dzieciństwa za bardzo się skumulowały. Momentami trochę ograniczam swoją pracę nad Programem. Zauważam i powoli zaczynam rozumieć zdanie „Daj czas czasowi”. Przypomnieć sobie dzieciństwo to jedno, jednak przeżyć te emocje z dzieciństwa.. to zupełnie co innego. Obecnie zauważam, że mam dni, w które zupełnie odłączam się od znajomych, przyjaciół, rodziny. Nie mam po prostu siły na ich problemy. Prawdopodobnie, gdybym miała na głowie swoje obecne problemy, to byłoby ok. Jednak połączenie przeszłości z obecnością jest nie do zniesienia momentami.. Cieszę się chociaż, że udaje mi się oddawać swoje niepokoje związane z przyszłością Sile Wyższej.. Wtedy to już zupełnie byłby koszmar! :-P

Wierzę jednak, że wszystko co się ze mną dzieje ma swoje plusy i cel. Widzę zmiany w sobie, widzę więcej pogody ducha, więcej szacunku do samej siebie i większą łatwość w stawianiu granic.

A gdyby tak?

„A gdyby tak Bogu uwierzyć na słowo /

I gdyby tak zacząć budować na nowo „

Magda Anioł – Buonasera

 

 

Nie jest fantastycznie, nie jest po mojej myśli, więc jest nieprzyjemnie :-)

Tak, tak, wiem, że czasami tak już  jest, że nie wszystko, czego ja chcę dla siebie, będzie dla mnie dobre. Mam wciąż to poczucie z dzieciństwa, że jeśli ja nie zapanuję, nie zaplanuję to świat się zawali. Zapominam, że jest ktoś jeszcze, kto jest większy i potężniejszy ode mnie…Całe szczęście, że to On trzyma za ster..

Czas leci mi między palcami, nie mam nawet pojęcia gdzie. Czuję pewną ociężałość..Powrót do dzieciństwa uruchomił pewną falę, której się obawiałam. Wspomnienia wpadają do mojej głowy w każdej chwili, przypominam sobie najmniejsze szczegóły. Nie zdawałam sobie sprawy, że pamiętam tak dużo z czasów, gdy miałam 3-6lat.

Ten powrót do dzieciństwa jest niewiarygodny. Do tej pory miałam myślenie, że skądś tam pochodzę i mam jakąś historię. Wspomnienia, które wracają, pokazują mi moją konkretną historię, masę spraw, które się zadziały w moim życiu. Co jest jeszcze ciekawe? Zauwazyłam, że do tej pory żyłam w odcięciu emocjonalnym od tego, co było.

Wróciło do mnie wspomnienie, gdy wysłałam po raz pierwszy komuś swoje zdjęcie, i najwyraźniej ten ktoś uznał, że nie chce ze mną rozmawiać. To była pierwsza sytuacja, w której poczułam tak wielkie niezrozumienie, zaskoczenie, zdziwienie, niedowierzanie i rozczarowanie. Nie mogłam uwierzyć, że można kogoś tak po prostu ocenić, po jednym zdjęciu. Od tygodnia przeżywam to zdarzenie, mimo że stało się to dobre 8lat temu! Niesłychane!

Podobna sytuacja miała miejsce w przedszkolu. Dziewczyny z przedszkola nie chciały się ze mną bawić. Podsunęły mi pomysł, że zrobią to, gdy będę miała lalkę ze sobą. Specjalną. Wyjątkową. To było też pierwsze zdarzenie w moim życiu, gdy uznałam, że aby zdobyć czyjąś sympatię lub zainteresowanie, muszę na to jakoś zapracować. Zrozumiałam wtedy, że najwyraźniej sama moja osobowość nie wystarcza.

Żyję obecnie tymi sytuacjami. Czasami mam wrażenie, że przechodząc przed konkretne drzwi w moim domu, zobaczę wnętrze takie, jak kiedyś. Przypominam sobie kolory, fakturę materiałów, zapachy, dźwięki. Tak – głowa mnie boli od tego wszystkiego! :-)

To boli. To jest nieuniknione.

Wczoraj słuchałam o. Szustaka. To mój ukochany tatuś! :-) W każdym razie, powiedział coś, co mi dało ulgę i pewne pocieszenie.

Powiedział, że emocji nie da się zamaskować. Nie da się ich nie czuć, bo są naszą naturą. Porównał to ze zranieniem. Każda rana jakoś boli, ale mogę sobie sama wmawiać, że nie czuję bólu. Czy to zmniejszy mój ból? No nie :-) Zamaskowane uczucia tak czy inaczej, kiedyś wyjdą. Mam wrażenie, że u mnie właśnie wychodzą. Czuję małe ranki na całym ciele, co ogólnie boli.. Całe szczęście, że wszystkie rany się goją z czasem :-)!!

Bycie w kontakcie ze swoimi uczuciami

Tak, to jednak dość potrzebne ale i dające poczucie ulgi. Mam poczucie, że wraz z moją pracą nad zdrowieniem zauważam, że emocje też mają swoją intensywność. Te mniej intensywne mogę czasami przemilczeć, bo jest to dla mnie wskazówka co mnie drażni, co mnie smuci itd. Jednak jeżeli pojawia się u mnie uczucie przygnębienia, które jest zdecydowanie intensywniejsze niż smutek, nie mogę tego zachować w sobie. Skoro ma to większą intensywność, to i więcej wysiłku będzie wymagało ode mnie chowanie tego uczucia. Jest to dla mnie komunikat, że dana sytuacja nie jest obojętna dla mnie, lecz ma spore znaczenie. A to oznacza, że albo uszanuję siebie i uwolnię te uczucie np. podczas rozmowy z daną osobą, lub zlekceważę siebie i dane uczucie będę próbować schować w sobie.

Pomaga mi to zwiększyć moją wrażliwość na wszelkie uczucia, przyglądać się ich intensywności i w razie potrzeby, reagować. Jeżeli widzę czarnego kota, to mogę odczuwać niewielki strach, jednak nie zmusza mnie to do ucieczki. Natomiast gdy w centrum miasta zobaczę czarną pumę, to z pewnością odczuję lęk, przerażenie i to da mi znak, że jedyne co powinnam zrobić to zwiewać :-)

Uczucia, emocje komunikują mi na ile znacząca jest dana sytuacja, która się dzieje obecnie, a moje ciało i jego reakcje wzmagają to uczucie i pokazują intensywność.

Dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę, że bałam się ojca, czułam przeogromny lęk przed nim. Co do mojej mamy, sądziłam, że to do niej żywię lęk. Prawdopodobnie moja cała złość, uraza, nienawiść, gniew skupiły się na matce, a nie na ojcu. Bałam się go tak ogromnie, że nie pozwalałam sobie na żadne uczucia względem niego. Zresztą..ja się do tej pory boję ;-) Łatwiej jednak było mi to odczuwać w stosunku do matki, bo uznawałam ją za słabsze ogniwo naszej rodziny..

Zwracając uwagę na swoje ciało podczas przeżywania uczuć widzę, że moje ciało na prawdę współgra z emocjami. Ja wcześniej nie chciałam lub nie umiałam tego zauważyć. Daje mi po poczucie, że mam żywe połączenie z uczuciami, nie jestem od nich oderwana wcale :-) To miłe uczucie, choć nieco wywołuje we mnie strach :-)

Od przeżywania tych najsilniejszych emocji zawsze odciągało mnie jedzenie, alkohol, muzyka, sport, sen, impreza, rozmowy towarzyskie o czymś innym, telewizja, internet, nadmiar obowiązków.

Mam poczucie, po wypisaniu skali uczuć wyrażanych w moim rodzinnym domu, że wyrażane były jedynie skrajne i bardzo intensywne uczucia. Momentami zauważam, że występowało jakieś pomieszanie. Albo ktoś czekał do maksymalnej intensywności danej emocji, aby ją wyrazić, a raczej aby sama wybuchła, albo z drugiej strony najmniejsza intensywność jakiegoś uczucia powodowała lawinę uczuć, których dana osoba nie potrafiła zatrzymać.

Zauważyłam też, że emocje nie były wyrażane w sposób adekwatny do ich natężenia. Poznałam również nieco nowych uczuć, które wiązały się z danymi członkami w mojej rodzinie..

Mity lub zdania, które były rzucane pod moim lub czyimś innym adresem wcale mi się nie potwierdziły. Pokazały mi tylko, że są to faktycznie mity, które wypowiadane były pod wpływem danych emocji. Był to jakby wyraz intensywności danego uczucia w członku rodziny. Czuję teraz ulgę dochodząc do tego wniosku. W naszej rodzinie panowała po prostu nieumiejętność wyrażania emocji oraz oceniania ich natężenia.

Skala emocji w rodzinie

Skojarzenia uczuć z członkami rodziny:

Ojciec- niepokój, zdenerwowanie, perfekcjonizm, napięcie, bezsilność, słabość, nieporadność,zmęczenie, lenistwo, nieodpowiedzialność, niechęć, strach, wstyd, nadzieja, rozczarowanie, uraza, złość, pogarda, żal, nieobecność, impulsywność, brak odpowiedzialności, nieugiętość

Matka- przerażenie, niechęć, lęk, odrzucenie, chłód, oschłość, impulsywność, chwiejność, złość, niezrozumienie, smutek, rozczarowanie, wstyd, lęk, nadzieja, zmęczenie, rozpacz, bezsilność, osłabienie, nadmiar odpowiedzialności

Brat- lęk, brak odpowiedzialności, impulsywność, gniew, stanowczość, egoizm, brak szacunku, złość, rozdrażnienie, niezrozumienie, chwiejność, upartość

Bratowa- spokój, bierność, nadmierna odpowiedzialność, uległość, ułożenie, perfekcjonizm, żal, bezsilność, naiwność,

Bratanek- złość, egocentryzm, zdenerwowanie, niepokój, wrażliwość, spokój, pogodność, emocjonalność, otwartość

Praktycznie większość tych uczuć pokrywa się wraz z moją własną listą odczuwanych emocji..Trochę mnie to zastanawia, a tak na serio to mnie to niepokoi..

Ojciec w naszej rodzinie praktycznie nie pokazywał swojej złości. Występowało to, gdy był niedopity. Chodził wtedy zamknięty w sobie, dąsał się po domu, jednak nic nie mówił. Rzadko coś mówił, najczęściej w złości rzucał czymś, trzaskał drzwiami, rozwalał coś, szarpał nas lub ciągał za uszy.

Moja matka złość wyrażała bardzo dosadnie, że każdy w najbliższej okolicy musiał to słyszeć. Kilka dni potrafiła w sobie gromadzić, chodzić, udawać a następnie kłótnia zaczynała się o byle szczegół. Z tej drobnostki mama potrafiła przemknąć do tematu, który ją interesował, bardzo szybko. Następował wybuch – krzyki, poniżanie, obwinianie, obarczanie, zawstydzanie, bicie, obrażanie, zastraszanie, przeklinanie. Dalej był powrót do sytuacji sprzed tygodnia, miesiąca, lat..wyciąganie starych brudów. A kolejnym krokiem jej użalanie się nad sobą i argumentowanie jak my teraz mamy dobrze.

Mój brat złość wyrażał mniej więcej jak mama. Niespodziewanie, szybko, dosadnie, z obrażającymi słowami, przeklinaniem i po chwili wychodził trzaskając drzwiami. Złości można było się spodziewać po nim, gdy coś szło nie po jego myśli, lub gdy ktoś nie chciał się zgodzić na jego warunki, pomysły.

Lęk chyba przypisywaliśmy ojcu. Zawsze baliśmy się mu przyznać do błędu, do niechęci, do sprzeciwu, do pomyłki, do złych ocen, do niepowodzenia, do zrobienia szkody.

Niepokój raczej przypisany był do matki. Nie był to taki ogromny lęk, jednak jakiś dziwny dyskomfort w jej obecności. Nie wiadomo było nigdy jaki ma humor, nastrój i do czego będzie zdolna.

Największe poczucie odpowiedzialności miała oczywiście matka, już nie licząc mnie.

 

Do mnie bardzo często mówiono: „Byłaś taka spokojna, zamknięta, ułożona i ambitna”, „Dlaczego jesteś tak skąpa i egoistyczna?”, „Mogłabyś mi czasami pomóc!”, „Pomyśl czasami o innych!”,”Jest czasami tak leniwa!”, „Jesteś dziewczynką, musisz się czasami poświęcić.”

Do ojca: „Jesteś nerwus!”, „Najchętniej to nic byś nie robił!”, „Wstań i choć dzisiaj, jak nie pijesz, coś pomóż”, „Czy tobie wiecznie trzeba mówić, co masz robić?”

Do brata: „Za niego to trzeba się wziąć, dopilnować!”, „To dobry chłopak, nawet siostrą się zajmie”, „Jak to chłopiec, musi rozrabiać czasami.”

Skala uczuć

Przerażenie++

Lęk+++++++++

Niepokój+++++

Strach++++

Niecierpliwość+

Irytacja+++++

Rozdrażnienie+++

Zdenerwowanie++++++++

Złość ++++++++++++++++++

Gniew+

Wściekłość+

Nienawiść+

Zażenowanie+

Wstyd+

Smutek++++++++++++

Przykrość++

Przygnębienie++++++++

Rozpacz+++

Ból+++

Żal+

Poczucie winy+++

Uraza+++

Zmęczenie+++++++++++++

Osłabienie++

Bezsilność++++++++

Niechęć+++++++++++++++++++++++

Bierność+++++

Niepewność++++++++++

Niezrozumienie++

Niedowierzanie+

Zaskoczenie+++++++

Zdziwienie+

Rozczarowanie+

Osamotnienie++

 

Nadzieja+++

Akceptacja++

Wsparcie+

Zadowolenie++++++++++

Radość+++++++++++++

Poczucie własne wartości+++

Pewność siebie +++

Otwartość+

Lekkość+

Spokój++++++++

Ulga+++++

Wolność+

 

Wydaje mi się, że blokuję swoje uczucia, jednak w sposób nieświadomy. Zauważyłam, że moje uczucia są raczej z tej wyważonej normy, uśrednionej. Z jednej strony to zapewne wynik procesu terapii, a z drugiej – chowanie emocji do podświadomości. Nazwałabym to maskowaniem, zmniejszaniem intensywności uczuć. Z mojego rozumowania wynika, że chcę się obronić przed wybuchem emocji. Mam poczucie, że drzemią we mnie pokłady tych bardzo intensywnych uczuć, które powodują moje zmęczenie. Sądzę nawet, że mój wysiłek zmniejszania intensywności uczuć jest również męczący dla mnie..

Dzięki pisaniu dziennika uczuć codziennie powracam do swoich emocji, uczuć i staram się je wyklarować. Nie jest to proste ale coraz rzadziej staje przed dylematem rozróżnienia lub rozpoznania danej emocji.

Wydaje mi się, że są uczucia, które towarzyszą innym ludziom, jednak dla mnie, przynajmniej póki co, brzmią zbyt obco. Są to: gwałtowność, impulsywność, kobiecość, delikatność, poczucie piękna, zadbania, pociągająca, bezpieczna, podziwiany, mądry, pełen harmonii, przedsiębiorczy, zmysłowy, zakochany, przyzwoity, utalentowany.

Wracanie do przeszłości – pytania do członków rodziny

Jasne, że napawały mnie od razu wielkim strachem, niepewnością, przerażeniem, wstydem. Nie wiedziałam jak zareagują, czy cokolwiek mi powiedzą. Z drugiej strony – ja sama poczułam strach przed tym, czego mogę się dowiedzieć. I to skrępowanie – gdy ja wiem o czymś złym z przeszłości i druga osoba też, a nikt nie mówi tego na głos. Wstyd?

Tak, powiedziałam im do czego potrzebuję tych informacji. Ojciec całkiem normalnie wraca do przeszłości, wie, że jest to potrzebne do mojego zdrowienia, do jego zdrowienia i jednocześnie naszych relacji. Natomiast mama … niechętnie to robi..Szybko zamyka temat albo zaprzecza.

Zapisana historia mojego życia na papierze – wow. To jest dopiero chaos! Tyle obszarów życia ogarnąć, zapisać..Co chwilę pojawiają się jakieś nowe informacje, przypominają się szczegóły.. Czasami trudno było mi to wszystko jakoś umiejscowić w czasie, sporo pomyłek robiłam.. jednak teraz widzę, że ja wcale nie jestem oderwana od przeszłości..To nie było 1000 lat temu, tylko dość niedawno. Przypominając sobie to wszystko czuję ogromny ból głowy..o tym wszystkim ja chciałam zapomnieć. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, przypominają mi się też miłe i sympatyczne momenty z mojego życia. W końcu znika mit złej alkoholowej rodziny. Ona nie była tylko zła. Było też coś przyjemnego w tej rodzinie, w relacjach..Cieszę się :-)

Staram się już nie pomijać żadnych zdarzeń, nie mam z tego żadnych profitów. Tak czy inaczej, już wiem, że oszukuję tylko siebie..Po co mi to? Słyszę w swojej głowie oczywiście zdania typu: „po co ci to?”, „idź odpocznij, daj spokój, to przeszłość”…Tylko, ze ta przeszłość za bardzo mi miesza w teraźniejszości. Wiem, że chcę się najpierw rozliczyć z tym, co było.. :-)

Wpisując w całą historię jeszcze swoje emocje cała historia ożywa, robi się barwna, prawdziwa. Czuję się tak, jakbym brała głęboki wdech, pierwszy od 20 lat..Mam poczucie, że właśnie dokopuję się do najważniejszych emocji swojego życia. Czuję się fantastycznie, wolna, spokojna..Jednak nie wszystkie emocje są przyjemne, tego nie powiedziałam..To chyba te trudne emocje były moimi śmieciami, więc teraz dochodząc do nich czuję się uwalniana z nich. Czuję niepokój, lęk, złość, smutek, niezrozumienie, ból, przygnębienie..ale i nadzieję!

Staram się chyba wyklarować swoje emocje, dojść do tych, które przeżywałam. W miarę trudności, przerywam pracę i odkładam na inny dzień..W innym wypadku opisuję te stany zbyt szybko, zbyt pobieżnie, chcę szybko uciec..