Miesięczne Archiwa: Luty 2014

„Bo ja się czuję poniżana!”

Właśnie dzisiaj się nad tym zastanawiałam. A raczej miałam okazję do zastanowienia się. Rozwijało się już we mnie poczucie złości i smutku, żalu i ubolewania nad sobą – jaka to ja jestem biedna i skrzywdzona, a ten ktoś poniża mnie. I własnie wtedy dotarło do mnie: „A skąd Ty wiesz, że on w ogóle cię poniża?’ To okazało się dobrym pytaniem, bo moja uwagę skierowało od razu na mnie, a nie na tego kogoś. Zaczęłam się zastanawiać, co powoduje we mnie, że czuje się poniżana, a nie co i jak myśli ten ktoś. Doszłam ostatecznie do wniosku, że dość osobiście odbieram różnego rodzaju uszczypliwości skierowane do mnie. Dość trudno jest mi przyjąć to jako żart. Trudno mi nie reagować. Trudno mi nie brać do siebie. Tak jakbym chciała to brać do siebie aby szybko się nad sobą użalić, wpaść w złość i szybko to jakoś wyładować. Świetny mechanizm, prawda?

Dzisiaj też postanowiłam przez chwilę postawić się na miejscu tego gościa. Ja nie pomyślałabym, że poniżam kogoś swoimi uwagami ale przeciwnie – ja uczę tego kogoś, ja jestem lepsza, ja potrafię więcej, ja znam się lepiej, ja wymagam wdzięczności, ja wymagam. JA. Wielkie moje ego.

Z tego wszystkiego wychodzi mi jedno. Moje EGO gra w jednej i drugiej pozycji. Albo wielkie JA jest najbardziej na świecie poszkodowane, albo wielkie JA jest najmądrzejsze na świecie.

Przekleństwo

Dzisiaj mnie trochę olśniło. To, że zdarza mi się przeklinać, nie jest tajemnicą. To, że zdarza mi się sporo, też raczej nie. Dziś jednak zaczęłam się zastanawiać – po co to robię? Czy to nie jest przypadkiem tak, ze wkurzam się, że coś nie idzie po mojej myśli? Czy nie wkurzam się na to, że coś nie dzieje się jak ja chcę? Jak JA chcę. Właśnie. Egoizm. To jedna z moich wad, która według mnie przyczynia się do mojego uzależnienia, do mojego użalania się nad sobą, do mojego wywyższania się nad sobą. Gdy zapominam o tym, co chcę JA, to nagle staję się bardziej otwarta na innych i łagodniejsza, mniej krytykująca i ogólnie pogodniej nastawiona.

Pogodniej nastawiona, to akceptująca to, co się dzieje. Nie zawsze może z radością w sercu czy głowie :) jednak z pogodą, że skoro już tak się dzieje, to nie ma co się z tym bić.

Dzisiaj w pracy pracowało mi się dzięki temu podejściu o wiele spokojniej. O wiele mniej wywyższałam się, mniej krytykowałam, mniej pouczałam. Po prostu brałam to, co przychodziło. I to było dobre dla mnie. Dla mojego zdrowia psychicznego, fizycznego i duchowego. :-)

Przyjdzie jednak czas, kiedy poznam tak, jak zostałem poznany.

Na samym początku podziękuję za „motywację” do daleszego pisania. Nie jestem pewna z jakiego powodu nagle przestałam. Najważniejsze jednak, że tęskniłam :-)

Dzisiaj zastanawiałam się nad zazdrością i zawiścią. Pojawiła mi się myśl, że zazdroszczę, ponieważ uważam gdzieś w głębi, że ktoś kto ma więcej ma lepiej ode mnie. Gdy tak myślałam o tym, nagle przypomniał mi się cytat: „choćbym miłości nie miał – byłbym niczym”. No tak, bo tak będąc całkowicie szczera, to właśnie o tą miłośc chodzi. O miłość od rodziców. O miłość od sympatii. O miłość od bliźnich. O miłość, której mogę doświadczać w pracy, w szkole, w relacjach.
Miłość zawsze jednak kojarzyła mi się z miłością czysto partnerską, damsko-męską. Powoli jednak zauważam, że miłość to też cierpliwość wobec nowej koleżanki, to pokora i nie wynoszenie się ponad innych, to uprzejmość wobec ludzi, to spokój nawet w trudnych sytuacjach, to smutek i ból przy niesprawiedliwości, to zaufanie i nadzieja w kryzysie.

„Miłość czeka cierpliwie, miłość postępuje uprzejmie, nie zazdrości, miłość się nie wynosi, nie jest nadęta,  postępuje taktownie, nie szuka własnej korzyści, nie jest porywcza, nie prowadzi rachunku krzywd,  nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz dzieli radość z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, ze wszystkim wiąże nadzieję, wszystko potrafi przetrwać.”

Dalszy fragment tego tekstu pokazuje mi poza tym, że ja jako dziecko miałam swój punkt widzenia. Właśnie jako DDA. M.in. sądziłam, że nie mogę prosić o pomoc, że wytrzymam wszystko, że ojca zawsze trzeba ratować i faceci zawsze piją. Teraz jestem jednak dorosła. Mam swój czas na to, aby urealnić swoje spojrzenie na świat, na ludzi, na rodziców, na siebie. Nie jestem już dzieckiem, ale człowiekiem dorosłym, który chce się uczyć nowego, prawdziwego spojrzenia.
Co wiecej? „Przyjdzie jednak czas, kiedy poznam tak, jak zostałem poznany.” Co to oznacza dla mnie? Zauważę kiedyś, że zostałam stworzona z miłości moich rodziców, Siły Wyższej, losu czy jak kto chce to nazwać. Tak czy inaczej – poznam źródło, przyczynę dlaczego zostałam stworzona. Powoli zaczynam sądzić, że była to miłość. Miłość do mnie, ale i ciągnięcie i przesyłanie tej miłości dalej, na innych

„Teraz trwają: wiara, nadzieja i miłość — te trzy. A z nich największa jest miłość.”