Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2014

Zakochanie

O tak. To jest dopiero stan. Motylki, różowe okulary, maślane spojrzenie. Jeszcze jak się trafia do tegio wiosna, to już w ogóle cudownie. Jednak gdy do tego zakochania dołączę DDA – sama czuję niepewność i niezdecydowanie.

Ja, jako DDA, zakochanie przechodziłam 2 razy – gdzie raz udało się to w coś przekształcić. Udało się, bo nie widzę do tej pory w tamtym związku swoich konkretnych poczynań. Trochę manipulacji, trochę użalania się, trochę kłótni i było jak chciałam. Dzisiaj widzę to wszystko i mówiąc delikatnie, nie do końca było to ładne. Tak czy tak – zastanawiam się jak to miałoby wyglądać dziś?Jak takie „kręcenie” wygląda u zdrowych ludzi? Jak normalne osoby radzą sobie z podrywaniem, byciem podrywanym, zainteresowaniem kogoś sobą? Nie czaję tego. Nie umiem. I w ogóle nie wiem o co chodzi. Może dlatego też trochę tego unikam.  Co by nie mówić – gdy nadchodzi mnie taki stan – od razu czuję się zmęczona i znużona..I jak ten biedny człowiek ma się dowiedzieć czego ja chcę ?:-)

Złość. Dzika bestia z Puszki Pandory.

Schemat złości:

 

Reakcje najbliższych

Skala złości

Lista alternatywnych sposobów wyrażania tych emocji

  1. Moja matka krytykowała.
  2. Mój ojciec zmieniał wyraz twarzy.

Niezadowolony

  1. Powiedz, że nie podoba ci się to.
  2. Idź na spacer.
 

Zirytowany

 
 

Rozdrażniony

 
  1. Moja matka odpychała innych i chciała zostać sama.
  2. Mój ojciec chciał zostać sam.

Zdenerwowany

  1. Spotkaj się ze znajomym.
  2. Idź na spacer, na rower.
  3. Mój ojciec burczał pod nosem.

Rozgniewany

  1. Poświęć trochę czasu aby się zastanowić.
  2. Moja matka nie odzywała się do nikogo lub wychodziła zająć się czymś.
  3. Mój ojciec wychodził i nie rozmawiał z nikim.

Zły

  1. Powiedz o tym.
  2. Porozmawiaj z przyjacielem lub zadzwoń do kogoś z mitingu.
 

Wzburzony

 
  1. Moja matka wyśmiewała i poniżała.
  2. Mój ojciec bił, krzyczał, zmuszał.

Wytrącony z równowagi

  1. Idź pobiegać.
  2. Idź posłuchać muzyki.
  3. Moja matka biła, krzyczała, płakała.
  4. Mój ojciec krzyczał, rzucał czymś.

wściekły

  1. Napisz do sponsora.
  2. Rozpisz to i poświęć chwilę, aby się zastanowić.
  3. Moja matka płakała i biła.
  4. Mój ojciec wyzywał i krytykował, krzyczał.

rozjuszony

  1. Poczytaj literaturę.
  2. Poświęć chwilę na medytacje, modlitwę.
  3. Moja matka rzucała czymś i wychodziła trzaskając drzwiami.
  4. Mój ojciec wychodził, trzaskał drzwiami, upijał się.

w furii

  1. Weź kąpiel.
  2. Zdrzemnij się.
  3. Wyjdź na zewnątrz, na spacer.
  4. Moja matka płakała, wybiegała bez słowa i obrażała się.

żądny krwi

  1. Nie wiem, co zrobić w takiej sytuacji.

 

Rysując poniższą scenę złości czułam przerażenie i chęć ucieczki, a jednocześnie oderwanie się od tego. Moją mamę wyobrażałam sobie jako potwora, a tak naprawdę to ona pokazywała, że można i trzeba wyrażać złość. Ojciec był ogromnie uciekający, chował się, wychodził, albo też sprawiał wrażenie, że nie chce tam być.

Złość  w domu   Scena złosci w domu

Mój portret złościObraz złości we mnie

Na kogo jestem zła?
Niezadowolenie czuję, gdy szefowa zleca mi inne zadanie, dodatkowe lub zmienia moje plany. Poza tym, gdy koleżanka chce kupić ten sam produkt, który mam ja lub który chcę mieć ja.

Złość czuję, gdy kelner w pracy dodaje mi pracy, gdy są zrzucane obowiązki na mnie przez kucharza, gdy koleżanka obraża się na mnie za głupoty.

Jestem żądna krwi, gdy ktoś mnie obraża przy innych, gdy ojciec przychodzi pijany, gdy chłopak mnie zostawił.

Podczas opisywania własnej skali złości czułam strach, zdenerwowanie, niechęć, niepewność. Wiele razy chciałam przestać, odłożyć na później, szczególnie w momentach rysowania skali złości lub opisywania sposobów wyrażania jej.

Jedynym uczuciem o średnim natężeniu jest „bycie złym”. Poza tym mam na liście wiele określeń opisujących łagodną złość lub też bardzo intensywną.

Przypominając sobie sposoby wyrażania złości przez rodziców wracały do mnie obrazy trzaskania drzwiami, bicia mnie i rodzeństwa, wyzwiska, kłótnie, odczucia oderwania od rzeczywistości i poczucie, że inni mają w domach lepiej. Rodzice obrażali się wzajemnie, nie zajmowali się nami ani nie poświęcali nam uwagi.

W ciągu swojego życia chyba kilka razy tylko byłam zła, jednocześnie pozwalając na to uczucie. Było to głównie w okresie dzieciństwa. Wtedy też wyrażałam to w sposób dość jawny i jasny. Jednak, gdy spotkałam się z biciem i krzykiem lub nawet obrażaniem mnie za to, powoli przestałam to robić. Ze strachu. Wolałam zacząć udawać, że jednak nie jestem zła lub, że zatrzymam złość w sobie, wewnątrz. Często mówiłam sobie, że „niech on sobie ma święty spokój, ale ja i tak jestem zła na niego”. Tyle, że efekty złości biły we mnie, w środek.

Trudno mi odczuwać złość do matki. Boję się, że zacznie użalać się nad sobą i coś jej się stanie.

Do ojca już nieco łatwiej. Jednak i tak boję się, że zapije lub mnie uderzy.

Do rodzeństwa – boję się, że mnie opuści lub uderzy.

Jednym słowem – strach.

Przyglądając się portretom mojej złości, zastanawiam się, gdzie trafia ta siła? A to przecież tylko rysunki, szkice dosłownie. A co byłoby gdybym zaczęła łączyć się ze swoją złością? A ze swoją wściekłością? Boję się tego. Często mówiłam o tym na terapii, że ja się boję wracać do tego, bo widzę siebie jako tykającą bombę…która już kiedyś mnie przecież rozniosła. Miałam nerwicę.

„Nie przestaniesz być współuzależnionym, jeśli próbujesz wywrzeć na kimś wrażenie.”

Odkrywając motywy moich współuzależnieniowych zachowań nie byłam zachwycona. Nie jest to coś, czym chętnie bym się pochwaliła. Czuję strach, niepewność, obawę, zaciekawienie, zainteresowanie, smutek, żal. Nie jestem pewna, czy uda mi się to rozwiązać, jednak z drugiej strony to chyba dobrze, że dowiaduję się o tym teraz już. Myślę, że gorzej by mi się żyło, idąc w zaparte, że „bardzo lubię pomagać innym” lub „taka już ze mnie perfekcjonistka”. Teraz po prostu wiem, że zabiegam o pochwałę, jestem współuzależniona od zachowań i humoru innych oraz rezygnuję z siebie, na rzecz przyjaźni i akceptacji ze strony ludzi.

W mojej głowie naturalnie, że pojawiły się argumenty, które broniły, racjonalizowały lub minimalizowały te zachowania:

  • Ja taka już jestem
  • Wyrosłam w takim domu i tego nie da się już zmienić
  • Czy ja muszę być idealna? Mam swoje dziwne zachowania
  • Lubię dokładnie wykonaną pracę
  • Skoro pracuję dla kogoś, to ten ktoś musi być zadowolony
  • Rodzinie trzeba się poświęcać
  • Koleżeństwo wymaga poświęceń
  • Nie mogę być egoistką
  • Inni mają gorzej

Zauważając rozbieżności między intencjami a rezultatami moich zachowań czułam smutek, złość, żal, bezsilność, współczucie do siebie, rozczarowanie. Zastanawiałam się, jak to możliwe, ze wcześniej sama tego nie zauważyłam? Pomyślałam też, że było to strasznie głupie a jednocześnie współczułam sobie, że wkładałam tyle wysiłku w zachowania, które i tak przynosiły odwrotny skutek, a ja nie widziałam tego, a przez to nie umiałam tego zmienić…

Aby zauważyć uczciwie prawdziwe rezultaty musiałam się jednak nieco przemóc. Myśli racjonalizujące powracały z nowszymi argumentami. Odrzucało mnie od tego oraz pojawiały się myśli : „To nie może być przecież prawda”. Co chwilę chciałam odrzucić to ćwiczenie albo zrezygnować z niego. Co chwilę myślałam, że ja przecież nie mam pojęcia o co tu chodzi ani o czym mam napisać. Tak, było mi trudno zauważyć prawdę, która pewnie była widoczna dla innych.

Pewnie, że krytykowałam siebie za współuzależnienie. Nawet w tej chwili czuję się zaskoczona, że mogłabym siebie nie krytykować za to. Czuję się winna. Ja czuję się winna, że nauczyłam się zachowań współuzależnieniowych. Zupełnie nie staram się siebie zrozumieć – przeciwnie – oceniam siebie i przygniatam za używanie tych zachowań. Cały czas sądzę, że ja jestem po prostu jakaś chora, ze względu na stosowanie tych zachowań uzależnieniowych. A przecież – taka jest prawda – że nauczyłam się je stosować, aby jakoś przeżyć w moim alkoholowym domu, żeby jakoś przeżyć przy alkoholiku 20 lat, żeby móc prowadzić normalne życie towarzyskie, mając w domu alkoholowe szaleństwo, żeby dojrzewać w znośnych warunkach, unikając relacji z alkoholikiem.