lęk

Zamieszanie..

Tak, to jest słowo przewodnie dzisiejszego dnia.

Zaczęło się od jednego wielkiego niepokoju, niepewności, zdenerowania przed wieczornym wyjściem. Podejrzewam jednak, że to nie było zdenerwowanie przed samym spotkaniem, lecz przed tym, że zobaczę się z kimś, komu prawdopodobnie jakoś się podobam. (Tak, niezwykle ciężko mi to przechodzi przez gardło.) Z tego też powodu mój dzień był napakowany wieloma innymi czynnościami, po to aby tego niepokoju nie potęgować. Z drugiej jednak strony nie umiałam sobie z nim inaczej poradzić, więc postanowiłam go zasypać :)

Całe to napięcie „pomógł” mi rozdmuchać mój przyjaciel. Podczas gdy ja chciałam myśleć jak najmniej o tym spotkaniu, on stale mi przypominał, nieco naigrywając się. Może na codzień byłoby to nawet śmieszne. Może nawet i ja pociągnęłabym dalej ten temat w żartach, jednak ta jedna sytuacja była dla mnie w pewnym sensie niezwykła. Tak, zdecydowanie jego zachowanie wywołało większą moją irytację, drażliwość i niecierpliwość. W połączeniu z tak wielkim napięciem mogło to wywołać jedną wielką awanturę, i mówiąc szczerze, tylko czekałam na kim by tu się wyładować. Dzięki Bogu, mój zdrowy rozsądek przyszedł na pomoc… w samą porę :-)

Co do samego spotkania..dawno czegoś takiego nie czułam. Miałam wrażenie, że nie mam żołądka, serca, a moje gardło to jeden wielki głaz. Niewiarygodne, ale w sytuacjach stresowych dość często rozwiązywał mi się język, i mimo że czasami plotłam glupotki, to taki słowotok pomagał mi uwolnić napięcie. Dzisiaj nawet to nie pomogło..

Dość zabawne musiałoby być obserwowanie mojej mowy ciała. Gdyby ta ściana za moimi plecami była przesuwalna, to siedziałabym ze 3m dalej od niego, hehe. Praktycznie cały czas podpierałam swoją twarz, zakładałam ręce, splatałam dłonie, zakładałam nogi na siebie, a jeśli w pobliżu byłby koc to nakryłabym się nim po samą szyję ;-)

Najwięcej jednak napięcia, zdenerwowania wywoływał we mnie każdy dotyk, rozmowa o dotyku, związkach itp. Miałam poczucie, że zamieniam się w sparaliżowany posąg, który może tylko mrugać. Posąg, który nie może uciec, który poddaje się cierpieniom, bez prawa i możliwości do zmiany tego.
Wracając do domu czułam się już swobodniej, lepiej. Cieszę się, że poradziłam sobie. To jest bardzo sympatyczny i przyjemny gość, a to w mojej głowie jest mnóstwo uprzedzeń..Dobrze, że wiem nad czym pracować ale jak mam żyć teraz, w tej chwili ?;-)

W domu czułam się mega wypompowana ze wszystkiego. Nie miałam ani ochoty ani siły na nic. Kurcze, serio mnie wymęczyło to spotkanie. Chyba zażądam odszkodowania.. ;-)
Swoje ‚trzy grosze’ musiał dorzucić mój przyjaciel, jednak przy takich emocjach po całym dniu, czułam tak ogromne zobojętnienie, że aż sama się zdziwiłam.
Z drugiej strony przypomniałam sobie, że nie tak dawno ja zachowywałam się wobec niego bardzo podobnie. Zbyt dobrze znam już ten mechanizm postępowania, więc może dlatego wcale nie chciałam na to reagować. Fakt, jako DDA będę dawała się wkręcać w podobne akcje, ale cieszę się, że już mam wiedzę, która pomaga mi to wyłapać.

A swoją drogą, czy to aby na pewno jest mój przyjaciel, czy to ja chcę, aby nim był? Lojalność DDA jest przecież do granic, nie ludzkich, a nadludzkich możliwości.

Dobranoc.