odpowiedzialność

Nadmierne poczucie odpowiedzialności

1. Mam skłonność do brania odpowiedzialności za wszystko – często za opinię innych, za zachowanie, za czyjeś słowa, nawet za myśli. Miałam poczucie, ze odpowiadam za swoją naukę, porządek w domu, utrzymywanie kontroli i bezpieczeństwa w domu, pilnowanie ojca, pocieszanie matki, troszczenia się o brata, pomoc innym. Obecnie czuję z tego powodu wielkie zmęczenie. Mam wciąż wrażenie, że biorę na siebie odpowiedzialność za problemy brata, pomoc znajomym, zdrowienie ojca, pomoc matce, pocieszanie koleżanek, naukę, swoje zachowania, czyjeś zachowania, myśli, słowa.

2. Zawsze zgłaszałam się do dodatkowych prac – miałam poczucie, że zdobędę tym przychylność, akceptację innych. Wydawało mi się, że gdy poczuję się potrzebna, to poczuję swoją wartośc oraz zwiększe pewnośc siebie. Teraz widzę jak nierealne to było :-)

3. Trudno mi odmówic, gdy ktoś prosi o pomoc – czuję się wtedy ogromnie nielojalna. Mam poczucie, że ludziom nalezy pomagać, bez względu na swoje potrzeby. Tego zresztą uczyła mnie moja mama, że nie nalezy patrzeć na siebie, lecz przede wszystkim na innych.

4. Pomagałam wszystkim i troszczyłam się o wszystko w mojej rodzinie – mialam poczucie, że tylko wtedy jestem zauważona, doceniona. Sądziłam, że przez pomoc stanę się dla nich ważna, kochana. Wydawało mi się, że muszę to wszystko robić, bo wymagane jest to ode mnie, ale też aby zasłużyć na przyjemności, na miłe słowa od rodziny..

5. W domu chwalono mnie, gdy zachowywałam się jak dorosła –  w pewnym momencie miałam wrażenie, że to ja jestem jedyną dorosłą osobą w domu. Czułam się mega przeciążona z tym. Cieszyłam się, że mnie chwalą ale czułam ogromne cierpienie z tego powodu, więc ciężko mi było przyjąć pochwały. Uznałam, że bycie dzieckiem jest złe, nieodpowiednie; że tylko bycie poważną osobą jest akceptowalne.

6. To ja troszczyłam się fizycznie/emocjonalne o pijanego ojca - sprawdzałam, czy gaz jest dokręcony, czy nic się nie pali, czy oddycha, czy żyje, czy nie zadławił się. Ja prowadzałam go do łóżka, kazałam spać, uspokoić się, groziłam i wymagałam obietnic, że to było jego ostatnie picie. To ja robiłam mu wykłady, krzyczałam, żeby się opanował. W końcu to ja czułam się jak jego partnerka, a nie córka.