żal

Zalegający żal

1. Mówiąc o przeszłości, staram się odcinać uczucia – zauważam to na terapii ale i w domu. Często moi słuchacze reagują bardziej emocjonalnie na to co mówię, niż ja.  Towarzyszy mi często myśl:”Oj tam, było minęło, nie ma do czego wracać.” Często czuję ogromny zacisk na moim gardle, gdy poruszamy na terapii trudny dla mnie temat. Od razu czuję się gorzej fizycznie. Ostatnio zauważyłam z moją terapeutką, że mimo iż próbuję tak zaciekle odcinać się od tych emocji, to wychodzą one poprzez trzęsienie rąk, nerwowe zabawy rękoma, rozbiegany wzrok, ból głowy, zmęczenie, zaczerwienienie na twarzy, dekolcie..

2. Pamiętam jak mi mówiono: ‘Nie denerwuj się’ – nie muszę szczególnie sobie tego przypominać, bo to trwa nadal. Szczególnie moja mama lekceważy wszelkie uczucia.. Dość często powtarza ‚po co się denerwujesz?’, „a cóż takiego wielkiego się stało?”, „aż tak cię uraziłam, że juz musisz czuć smutek, przykrość??”. Kiedy ja przyznaję się do swoich uczuć przed nią, spotykam się z wielką burzą odrzucenia, niezrozumienia, zgniatania. No bo po co to czuć takie emocje? Lepiej zapomnieć i żyć dalej w radości. Tyle, że dla mnie to nie jest takie proste, bo jestem zwykłym człowiekiem, który czuje przyjemne i nieprzyjemne emocje. Mam poczucie, że w dzieciństwie również lekceważono i nie zwracano w moim domu uwagi, na te nieprzyjemne uczucia.

3. W mojej rodzinie smutek był zabroniony, był oznaką słabości – moja mama miała ciągłą depresję, ciągłe załamanie. Dla mnie, jako dziecka, było to momentami już nie do zniesienia. Wiecznie była zmęczona, bez energii, zamknięta, smutna, zapłakana.Ciągle powtarzała, ze tylko my ją ratujemy i dodajemy jej sił. Tyle, że ja takiej matki to nie chciałam..Chciałam silniejszą, odważniejszą, piękniejszą, bardziej konsekwentną, stanowczą, łagodniejszą. A ona była zawsze smutna, przygnębiona. Tak, dlatego smutek kojarzy mi się ze słabością, z niechęcią. Na sam myśl o smutku czuję wielki sprzeciw i boję się czuć smutek, aby nie wpaść jak ona.