zaprzeczanie

Zaprzeczanie

Na samym początku nie miałam w ogóle pojęcia, że picie mojego ojca to jakikolwiek problem. Probowałam się z tym oswoić,przeczytałam kilka artykułów, miałam wrażenie, że moje serce się zatrzymuje z niedowierzania. Bardzo dużo faktów przeczytanych przeze mnie zgadzało się z naszą rodziną. Jednak nie to było najgorsze.
Kiedy dowiedziałam się o DDA, bylam niezwykle zadziwiona ale i wystraszona. Najpierw nie chciałam się wcale zagłębiać w tą tematykę. Po jakimś czasie poczytałam o cechach i musiałam przyznać, że to jest o mnie. Było mnóstwo zaprzeczania – że przesadzam, wyolbrzymiam, panikuję. Głównym uczuciem była złość, smutek, przerażenie. Na terapii pierwszy raz rzewnie zapłakałam. Tak, to było oczyszczające a raczej nazwałabym to ukazaniem mojej nagości. Czułam się niezwykle pusta. Miałam wiele zlości do ojca, że to jego wina. Od zawsze byłam nadmiernie spokojnym dzieckiem. Na zewnątrz. Mściło się to niestety na mnie, sama sobie dowalałam jak tylko się dało. Nie czułam swojej wartości, pewności siebie, zadowolenia ze swojego wyglądu, charakteru, umiejętności.
Na samym początku uznawałam, ze to moja wina, że ojciec pił. Mama zawsze była znerwicowana, chora, zapłakana. Też uważałam, że to moja wina. Miałam poczucie, że jako najstarsza córka, musze ich wszystkich „wybawić”. Zdarzaly mi się mysli samobójcze, jednak zawsze dochodziłam do wniosku, że kiedy skończę ze sobą, to oni tego nie przeżyją. Żyłam dla nich..
Udawałam, że alkoholizmu nie ma, że wcale mnie nie dotyczy, że jesten ponad tym wszystkim, że jestem najsilniejsza w rodzinie. Odczuwanie złości? Skądże! Ja byłam nadzwyczaj wyrozumiała, spokojna, opanowana, nawet podczas okresu buntu nastolatków. Co prawda właśnie wtedy zaczęły się moje problemy ze zdrowiem psychicznym. Dzięki Bogu!
Miałam poczucie, że bycie zdrowym człowiekiem wystarcza do bycia szczęśliwym. Może i tak jest, ale nie w rodzinie alkoholowej. Cały czas zaprzeczałam, że ma to na mnie wpływ. Wmawiałam sobie, że powinnam się cieszyć z tego, co mam. Przywolywałam myśli o dzieciach głodnych, ubogich, bezdomnych, bez rodziców aby siebie „pocieszyć”.
Wmawiałam sobie również, że życiem kieruję ja. Daję radę sobie ze wszystkim, jakoś sobie radzę. Nawet nie zauważyłam kiedy wpadłam sama w uzależnienie.. Po uświadomieniu sobie tego byłam jeszcze bardziej podłamana, że to wszystko wina ojca. Byłam zrozpaczona, ale złości jakos nie odczuwalam. Ciężko mi ją poczuć, a jeśli już to jakiś mikro płomyczek…